impresja postapokaliptyczna, czyli apokalipsa według świętego mnie






10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Pierwsze wrażenie mam takie - "Apokalipsa..." kojarzy mi się z "Life is life" w wykonaniu Leibach. A może bardziej z "In the army"? (w tym samym wykonaniu)
Sekcja dęta ogłasza konic świata, koleś od kotłów zgubił gdzieś pałeczki więc zaczął po nich skakać, gdzieś tam dudni głos wokalisty. Brakuje mi tylko wysokich rejestrów, przydałby się jakiś sopranik czy solo na mandolinie, ale może to kolumny nie wytrzymały i trzeba im zmmienić uzwojenie w gwizdkach.

Kaj-Man pisze...

Cholera, wstyd się przyznać ale nie rozumiem zakończenia. Ten kosmonauta to dziadek, czy wnuk?
Bardzo intrygujące. Klimat - perełka, 10 plansza - mistrzostwo świata.

mist-eR Be pisze...

Generalnie, to ani dziadek, ani wnuk (choć w pewnym sensie i dziadek i wnuk). Krótko mówiąc, to metafora. Mój dziadek był świadkiem dwóch apokalips: w Oświęcimiu i w chwili śmierci. Pierwszą przeżył, drugiej nie.

Anonimowy pisze...

Nie mogę się oprzeć skojarzeniu z "Space Oddity" Davida Bowie:
Ground Control to Major Tom...

Anonimowy pisze...

A wy co z tą muzyką? Czy to jakieś kółko melomanów?
Osobiście nasunęło mi się skojarzenie z opowiadaniem (powieścią?) "Huston, Huston, czy mnie słyszysz?" J. Tiptree jr. W prawdzie tam zagłada dotknęła tylko mężczyzn, ale była przez to jeszcze straszniejsza.

mist-eR Be pisze...

Nie znałem tego utworu Bowiego. Według Wikipedii to wstyd, bo to podobno rockowy standard. Co prawda melodia jakoś znajoma mi się wydaje, ale to pewnie przez to, że w filmach bywała.
Ale co do podobieństwa, to podobno zainspirował go film "2001: Odyseja Kosmiczna", Kubricka. Nie da się ukryć, że na mnie ten film też wywarł olbrzymie wrażenie i pewnie też gdzieś z tych okolic czerpałem.
Dobrze, że Bowie komiksu nie narysował ;)

Kaj-Man pisze...

No rzeczywiście. nie znać "Space Oddity" to trochę obciach. Dla mnie cała dyskografia Bowiego to lektura obowiązkowa, ale z tych miłych, a nie żadne "Nad Niemnem"

Daniel Chmielewski pisze...

Rafale, to jest fantastyczne, od mocnego tytułu po ukazanie tej niewidzialnej granicy ja/świat. Bardzo podobają mi sie obserwacje bohatera wywołane zmianą punktu ciężkości ze świata na ja (o wszechwiedzy i nieśmiertelności). Kadr kończący piękny. I słusznie zrobiłeś pisząc o dziadku na końcu, bo czytelnik dostaje właściwie dwa komiksy - jeden uniwersalny, a drugi dodający pewnym uniwersalnym obserwacjom rzeczywistego gruntu. Szczere i wciągające!

Czy planujesz zebrać te historie i wydać w formie papierowej antologii?

mist-eR Be pisze...

Dzięki, Danielu, wielkie.

Mam w planach jeszcze jeden komiks, który zepnie (no, taki jest plan) Stację i Apokalipsę w bardziej spójną całość, tworząc coś w rodzaju trzech historii o życiu, gdzie Stacja byłaby pierwszą, a Apokalipsa ostatnią częścią. Może wtedy postaram się zainteresować kogoś wydaniem tego.
Tymczasem jeszcze nie rozważałem tego poważnie, choć wstępnie rozmawiałem z panem Robertem Zarębą o dodaniu Apokalipsy do jednej z jego antologii Strefy Komiksu. Ale to dosyć odległa, powakacyjna kwestia.

Maciej pisze...

Świetna robota!