powstanie w warszawie

Ilustracja do plakatu na 3-cią edycję konkursu na komiks o Powstaniu Warszawskim.

antologia pokonkursowa

Już jest. Można kupić, obejrzeć, powzdychać, wyciąć co fajniejsze rysunki i przykleić na piórnik.

z życi(a) wzięte

bitwa pod Tannenbergiem

Pewna wiekowa polska mądrość( którą teraz wymyśliłem, ale pewnie nie byłem pierwszy) mówi: Stary Rok-stara bieda, Nowy Rok-nowe kłopoty.
W związku z tym daruję sobie noworoczne podsumowania czegokolwiek

Dziś będzie głównie o Bitwie pod Grunwaldem. Bitwa była w lipcu, teraz mamy luty, więc to się jakoś uzupełnia. Jak syfon i pancerniki, nie przymierzając.

Z tej chwalebnej okazji przypomina mi się pewna historia: Profesor pyta studenta, czy ten zna obraz Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem", na co ten odpowiada, że owszem, dzieło to jest mu znane, czyli kiedyś widział zdjęcie. Profesor dalej pyta, czy student wie kiedy owo dzieło powstało. Ten przez pewien czas myśli i ponaglany przez profesora powoli odpowiada, myśląc na głos: "Bitwa pod Grunwaldem była w 1410 roku, Matejko malował ją około 10 lat, więc obraz powstał w 1450".
Prawdziwa historia, byłem świadkiem.
Ten sam osobnik zresztą, kiedy na zajęciach usłyszał, że zadaniem jest stworzenie piktogramu czworonożnego zwierzęcia domowego wstał i zapytał, "czy może być kura", więc może nie powinienem się czepiać.
Ja wiem kiedy namalowałem Bitwę pod Grunwaldem i nikt mnie na tym nie zagnie.
Dwa powyższe obrazki powstały przy okazji tworzenia komiksu o raku, oraz dlatego, żeby nikt nie mógł mi zarzucić, że nie rysuję wartościowych rzeczy. Nie wiem ile kosztują te obrazy, ale pewnie kupę forsy.

Narysowałem też przy okazji kilka stron do komiksu "Sceny z życia murarza" Jerzego Szyłaka, będącego projektem nadzorowanym przez Macieja Pałkę. Cały projekt jest jeszcze w realizacji i mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie.

Mam też informacje, że zbliżają się do końca prace nad wydaniem przez Muzeum Powstania Warszawskiego pokonkursowej antologii, w której znajdzie się między innymi mój komiks, z czego się niezmiernie cieszę.

czas apokalipsy

Tak, idą święta, to też prawda. Ale ja nie o tym chciałem.
"Apokalipsa według świętego mnie" ujrzała światło Dni Ostatnich w formie papierowej w ramach antologii (nomen omen) "Apokalipsa" Roberta Zaręby. Szczegóły tutaj. O ile się orientuję, z powodów technicznych komiks wydrukowany został w szarościach, co w sumie może i na dobre mu wyjdzie. Sam jestem ciekawy.
Poza tym skończyłem ostatnio, tworzony w zabójczym tempie, 20-sto stronicowy komiks o promocji zdrowia i dziesięciu przykazaniach walki z rakiem. Scenariusz do tego wiekopomnego dzieła napisał Michał Lebioda.
Tutaj kilka stron:



No, to Wesołego Karpia.
Dla nich to dopiero będzie Apokalipsa w te święta...

pogłoski o mojej śmierci

były mocno przesadzone, jak powiedział Mark Twain.

Jak tylko uporam się z paroma problemami, wrzucę więcej, albowiem praca -jak to się mówi- wre.
Dziś kilka kresek o biernym paleniu.
Nigdy nie przepadałem za papierosami. Oba rysunki są, że tak powiem, z życia wzięte, poza tym, że moja mama nie nosiła maski przeciwgazowej (wręcz przeciwnie). Za to ja: owszem. Chyba chciałem coś rodzicom przez to powiedzieć, ale moja aluzja trafiała w pustkę, jak mi się wydaje.

odpadki

Rysunek powstał z nieco innej okazji, niż by się mogło wydawać, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby go nie przerobić.
Odzyskałem "ć". Apel widać poskutkował.

reklama dźwignią handlu i inne teorie spiskowe

Ostatnio zdarza mi się coraz częściej robic reklamy. Poniższe dwa projekty były wykonane na zamówienie firmy headhuntingowej. Muszę przyznac, że jakoś przy okazji zacząłem się poważnie zastanawiac, czy moje poczucie humoru nadaje się do tego rodzaju publikacji.
Pierwszy projekt nie przeszedł eliminacji.
a drugi został wykorzystany

Nieco z innej beczki:
Jest taki komiks, jak "Ursynowska Specgrupa od Rozwałki" Łukasza Mieszkowskiego.
Poniżej mały tribucik, czy jak się tam nazywa coś takiego, gdy się przerysuje czyjeś postaci.



Na sam koniec przyznam się, że nie mam pojęcia co się stało z literką "ci" ("c" z kreseczką) na mojej klawiaturze. Wszystkie inne polskie znaki są tam, gdzie były, tylko ten jeden zniknął. Nie mam pojęcia co robic, a niestety, okazuje się, że sporo jest słów w języku polskim, które kończą się na tą cholerną literę.

Napisałem do Ministerstwa Kultury, profesora Miodka i Prezydenta prośbę o usunięcie tej litery z alfabetu, ale nie doczekałem się pozytywnej odpowiedzi. Może dlatego, że nie mogę poprawnie napisac "chciałbym prosic". Błędne koło, szlag by to trafił.
Chyba napiszę "żądam" i narysuję literę, o którą mi chodzi.

laurka

Duet Michała Lebiody (scenariusz) i Kajetana Wykurza (rysunki) zajął drugie miejsce na tegorocznym konkursie MFK za epizod przygód Demonicznego Detektywa.
Serdeczne gratulacje panowie.

sen to zdrowie

pejzaż powojenny

Trochę się uspokoiło i mogę wreszcie zebrać myśli. Nie spodziewałem się takiego zainteresowania mediów, muszę powiedzieć, występującego głównie dzięki tematyce konkursu. Najtrudniejsze pytanie, na jakie musiałem odpowiedzieć (właściwie teraz głównie sam sobie) w trakcie ostatnich dwóch dni, brzmiało: Dlaczego narysował Pan komiks o Powstaniu?
Bo ja wiem dlaczego? (Dla pieniędzy, kurde).Właściwie narysowałem go około grudnia zeszłego roku, chyba głównie dlatego,że po narysowaniu komiksu na poprzedni konkurs chciałem to zrobić po swojemu. Nie zastanawiać się, czy spodoba to się dyrektorowi muzeum (którego przecież nie znam), czy będzie poprawne politycznie, czy nie. Opowiedzieć coś od siebie, bo tak naprawdę nigdy nie przekonała mnie żadna z narysowanych historii powstańczych, choćby oparta na kilku książkach, z faktami odwzorowanymi co do koloru spinki u krawata wujka postaci z drugiego planu na siódmym kadrze piątej planszy.
Przekonałby mnie może komiks narysowany przez jakiegoś powstańca, bo tak, to są po prostu martyrologiczne laurki w stylu apelowym.
Narysowałem, byłem zadowolony i postanowiłem wystartować z nim w konkursie.
Ucieszyło mnie, że nie jestem osamotniony w swoim pomyśle na komiks.
Trochę mnie zaskoczyła regulaminowa kwestia wzorowania się na przynajmniej jednej fotografii ze zbiorów muzeum, ale udało mi się znaleźć zdjęcie pustej ulicy.
Spotkałem się za to z zarzutem, dotyczacym użycia słowa
"zajebiści", jako niehistorycznego. Owszem, ale według mnie tak się może na dzisiejszy język przekładać to, jacy oni byli, albo raczej jak się czuli.

Tutaj Marcin Wilkowski zupełnie zaskoczył mnie pytaniami. Bardziej spodziewałem się czegoś w stylu: "czy pan to wszystko sam zrobił?"(mama pomagała), albo "jak to jest rysować komiksy?"(rysować komiksy jest fajnie).

jeszcze polska nie zginęła

Szczerze powiedziawszy, to nie wiem, co powiedzieć. Śmieję się sam z tych swoich hitlerowców, ale fakt jest taki, że każdy komiks, który posłałem na jakiś konkurs i który coś wygrał, opowiadał historię, w której byli ci sławni wojownicy Imperium Zła. Jak raz posłałem "Mistrza" o bokserze, to nic nie wygrał. Znaczy się: hitlerowiec dobry towar jest i chodliwy. Nie wiem, czy żyje jakiś krewny Adolfa, ale w końcu ktoś się upomni o tantiemy. Spędza mi to sen z powiek i w nocy boję się chodzić do łazienki.

W każdym razie (i nieco poważniej) komiks "Sierpień" zajął pierwsze miejsce na konkursie Muzeum Powstania Warszawskiego, z czego się oczywiście bardzo cieszę (jakbym napisał, że jest mi przykro, to by mi chyba nikt i tak nie uwierzył). Że tak powtórzę za Tomaszem Kołodziejczakiem: warto zostać laureatem. Fakt, warto.

Niniejszym nie umieszczę "Sierpnia" na blogu, gdyż regulamin konkursu mi tego zabrania (wynagrodzili mi to jednak całkiem nieźle), ale mam nadzieję, że pojawi się w tym roku antologia, bo nawet nie miałem okazji zobaczyć innych prac.

powstanie disneja


Komiks miał być na konkurs. Wnikliwi zapewne domyślą się na jaki. Mniej wnikliwi pewnie też się domyślą.
Scenariusz napisał Michał, ja starałem się to narysować.
I dupa.
Niestety nie starczyło mi czasu, żeby go skończyć w terminie (właściwie starczyło mi czasu, żeby go trochę zaczać tylko), a
teraz to się pewnie sam nie skończy.

No i został taki disnej. Właściwie jednak jest to nadal pewna historia. Można by to potraktować jak shorcik z życia gołębi. Taki o tym, że gołąb też człowiek.
Kurde. Wstrząsająca wizja jak dla mnie.

szkice z natury

Natura ta sama, ale rysunek inny.

szkic z natury

Bez okazji i bez sensu z tej okazji: rysunek

pixel art, czyli małe jest piękne

no, czasem jest, a czasem nie jest.

danse macabre


Obiecywałem sobie, że blog ten będzie zawierał same komiksy, albo głównie komiksy, ale niestety ostatnio nieco ich mniej. Czasu również. Niedawno zacząłem pracę w dużej, międzynarodowej firmie o strukturze korporacyjnej. Praca ta ma ze wszystkim, co do tej pory robiłem, tyle wspólnego co loty na księżyc z dłubaniem w nosie... W sumie jedno i drugie to wyprawa w nieznane, czyli może to nie do końca dobry przykład. Ale rozumiecie o co mi chodzi, mam nadzieję.
Żeby zupełnie nie ocipieć na szkoleniach, robię sobie notatki ilustrowane. Zawartość merytoryczna jest olbrzymia, tylko tekstu w nich mało. Uczę się notować narracją komiksową.





Pomyślałem też, że powinienem bardziej praktycznie zaprząc swoje umiejętności do uzyskania pieniędzy. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Narysowałem, wyciąłem i próbowałem coś za to kupić, choć z mizernym skutkiem. Nawet po obniżonym kursie. Widać ludzie są wyjątkowymi fanami tych litografii (czy co to właściwie jest), choć zapewne tylko nieliczni wiedzą, kto jest autorem ich projektów. Ja nie wiem.
Choć, z drugiej strony, może nie udało mi się to dlatego, że nie zrobiłem drugiej strony. Rewersu się znaczy.

idzie żołnierz borem lasem, przymierając z głodu czasem

Czasem też zajrzy do parku.

wpis kontrolowany numer dwa

Jakoś ostatnio nie mam do pokazania żadnego komiksu, choć jeden już powstał na konkurs dotyczący Powstania Warszawskiego.Zamierzam go wysłać, toteż tymczasem więcej nie wkleję poza tytułem, ale jak tylko nic nie wygra, wrzucę tu w całości.
Gdzieś tam przy okazji narysowałem jedną stronę historii o Todzie Robocie w odpowiedzi na propozycję pana Roberta Zaręby.Niedługo ma się ukazać ten komiks, to może dowiem się o co w nim chodzi.

A na koniec gwóźdź programu:
Wsztrząsające, wiem.

Operacja Persefona

Ten komiks to pierwszy rozdział dosyć długiej historii. Nie wiadomo jeszcze dokładnie jak długiej, bo praca na główną częścią scenariusza trwa i trwać będzie zapewne jeszcze dosyć długo, więc ten już skończony rozdział zżółknie i rozsypie się w proch, jak znam życie, nim dołączą do niego pozostałe.
Żeby więc nie żółkł na marne, wrzucam go do oglądania. Czekam i liczę (Michał zresztą też) na wszelkie opinie. Madre, niemądre, muzyczne, literackie, lekarskie, prawnicze, filozoficzne, czy inne: wszystkie są mile widziane.



impresja postapokaliptyczna, czyli apokalipsa według świętego mnie






wpis kontrolowany

DasŁódź rzeczywiście utyka na mieliźnie i ma pewien problem z rozwinięciem pełnej prędkości, ale to wina portu, który jest jeszcze w budowie i ma nieoznaczone wszystkie płycizny. Właśnie trwają przenosiny danych na nowy serwer, w związku z czym znowu opóźniło się pojawienie dwóch kolejnych odcinków. Dziś w ramach pewnego zadośćuczynienia, oraz zapewnienia choćby szczątkowej ciągłości serialu, odcinek czwarty:Na Fabrykanckiej pojawi się razem z odcinkiem piątym, gdy tylko strona ponownie ruszy, co powinno nastąpić niebawem.

Prace nad Operacją Persefona, będącą moim i Michała Lebiody dużym projektem trwają w najlepsze, choć ostatnio skupiają się głównie na poprawkach głównej części scenariusza. Wszystko zaczęło się niewinnie, od kilku stron, mających być krótkim epizodzikiem, po czym historia rozrosła się i pęcznieje do tej pory, a ja zastanawiam się czy mi do tego cierpliwości starczy, bo to chyba robota na lata jest. W tym tempie w każdym razie. Michał na dodatek w międzyczasie postanowił się ożenić, przeprowadzić i Bóg wie czym jeszcze skutecznie opóźnić prace. Pewnie potem jeszcze złośliwie zrobi sobie miesiąc poślubny i będzie wkurzająco szczęśliwy po powrocie.

Kadr ze śmigłowcem jest ze starej, pierwotnej wersji, która przeszła od tamtego czasu pewną m
etamorfozę. Szkice postaci głównego bohatera i na końcu on sam w aktualnej wersji jako dowód, że mogłem sobie te szkice darować.

Gdzieś w tak zwanym międzyczasie postanowiłem zrealizować tryptyk komiksowy zapoczątkowany "Stacją". Trzecia część, którą teraz rysuję, pod tytułem "Apokalipsa według świętego Mnie", będzie o śmierci dla odmiany. Tak ogólnie. Się porwałem na poważne tematy.

stacja

W ramach odpoczynku od rysowania śmigłowców bojowych, łodzi podwodnych, hitlerowców, cyborgów, strzelanin i takich innych, napisałem sobie komiks.
Tylko zastanawiam się, czy nie brakuje w nim jakiegoś hitlerowca :)




das łódź wypływa na szerokie wody absurdu

Fabrykancka to jednocześnie stowarzyszenie i portal internetowy, których zaszczytnym celem jest promocja kulturalnego wizerunku miasta Łodzi.
Między innymi.
Chyba.
Statut czytałem, ale trochę nieuważnie. Jak by nie było, częścią tego projektu jest tak zwany Fabrykomiks, gdzie udzielam się ze znanym w pewnych kręgach filantropem, filmoznawcą i artystą: Kajetanem Wykurzem, wśród osadzonych znanym jako nieustraszony Kaj-Man.
Na portalu Fabrykancka.pl (tutaj) zaczął ukazywać się mój serial głupawo-przygodowy o wiele mówiącym tytule "Das Łódź".
Kolejne odcinki powinny się ukazywać co tydzień, lub dwa, jeśli go wcześniej Paweł z Michałem nie zdejmą. Zapraszam do oglądania i zwiedzania strony. Oprócz komiksów znaleźć tam można sporo interesujących rzeczy, szczególnie dla mieszkańców Łodzi, ale nie tylko.

dlaczego babcia mnie nie nienawidzi

Prawdę powiedziawszy, to babcia mnie nie nienawidzi, ponieważ zupełnie nie pamięta. Od jakiegoś czasu żyje w jakimś zupełnie innym czasie i świecie. Jak już ją widzę, to mam wrażenie, że lepszym. Tym bardziej,że w tym świecie ja się jeszcze nie urodziłem chyba.
Niemniej kiedy babcia mieszkała jeszcze z dziadkiem, połowę powierzchni ich mieszkania pokrywało linoleum. Kiedyś przyszło mi nawet do głowy, żeby sobie trochę wyciąć po cichu, ale bałem się, że dziadek zauważy brak kilku metrów kwadratowych. Poza tym, to wyszurane ciapciami linoleum było i chyba niezbyt się nadawało do moich celów.
Z drugiej strony, jak kiedyś bardzo potrzebowałem linoleum i nie miałem kompletnie pojęcia skąd je wziąć, to chodziliśmy z kolegą po klatkach schodowych i planowaliśmy ukraść komuś spod wycieraczki. W końcu się rozmyśliliśmy, ale pewien facet nieźle się zdziwił, gdy do jego mieszkania zadzwoniło dwóch kolesi z pytaniem, czy aby na pewno potrzebuje tego kawałka linoleum pod drzwiami. Ech, to były czasy.
Dosyć pierdół, teraz trochę rysunków. Wyciętych w linoleum, żeby było na temat.

Operacja Persefona

Od pewnego czasu dłubiemy z Michałem przy projekcie pełnometrażowego komiksu. Prace są jeszcze w średnio zaawansowanej fazie i do finiszu raczej dalej niż bliżej, ale w międzyczasie i dla zabawy zrobiłem coś w rodzaju plakatu promującego to wiekopomne wydarzenie.
Niedługo powinniśmy skończyć pierwszą, jedenastostronicową część tej historii. Coś w rodzaju prologu.

papierowy mistrz

Mój i Michała Lebiody komiks "Mistrz" ukaże się w nowej antologii "Komiks Forum".
Premiera planowana jest na marcowe Warszawskie Spotkania Komiksowe. Pokaz przedpremierowy odbędzie się w łódzkiej księgarni "Komiks" (Piotrkowska 50), 13 marca o godzinie 13.
No to fajno.

mostu nie wrzucaj!

Był kiedyś jakiś konkurs o Warszawie. I komiks można było na ten konkurs zrobić. Nawet trzeba, bo to konkurs komiksowy był. A, że Michał w Warszawie mieszka i konikiem jego historia jest, to szybciutko wykoncypował jakiś scenariuszyk i postanowiliśmy spróbować. Oczywiście nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że termin nadsyłania prac mija następnego dnia, albo minął już dnia poprzedniego (jakiś problem z czytaniem ze zrozumieniem mamy chyba). I dobrze może się złożyło, bo jak na to patrzę, to jakiś straszny smut się zapowiadał. Z tego co pamiętam, to miało być spotkanie Piłsudskiego z prezydentem Wojciechowskim na moście Poniatowskiego, zrealizowane w konwencji westernu chyba. Taki pojedynek w samo południe. Brzmi nienajgorzej, ale pierwsza strona niewiele tego klimatu zapowiada.
Na moje pytanie, co myśli o pokazaniu tej strony, Michał napisał:
"Mostu nie wrzucaj. Ten most to był strasznie taki nie wiadomo skąd. Żeby nie powiedzieć z dupy wytrzaśnięty."
Nic dodać, nic ująć.
Później zmienił zdanie pod warunkiem, że umieszczę jego zastrzeżenie. No to jest. Moje zresztą też.


pogadanki historyczno-filozoficzne czyli o sile argumentów ludzi władzy

Coś z nieco innej beczki.
W ramach rozluźnienia, żeby nie powiedzieć rozwolnienia. Na szybko sklejone.

Alberta przypadki przez Boga opuszczone

Jednym z pierwszych komiksów jakie zrobiłem dosyć dawno temu, była seria jedno- dwuplanszowych historyjek o chłopcu imieniem Albert.
Z okazji pojawienia się płyty "Gospel" zespołu Lao Che, odcinek pt "Mniejszy bóg".

starożytni grecy to banda pedałów, czyli co ma wspólnego Hellada z Afganistanem.

Kolejnym, choć chyba chronologicznie wcześniejszym niż większość poprzednich, moim i Michała projektem było zrobienie komiksu o starożytnej Grecji. Niestety, historia tego dzieła była podobna do tej o Afganistanie. Szybko zrobiłem pierwsze plansze, ale gdy doszło do skonstruowania całości - znowu się nie dogadaliśmy, projekt poszedł na półkę i rozeszło się po kościach.
Może i dobrze.

co my robimy w Afganistanie?

Kiedyś Michał zaczął pisać scenariusz sensacyjny o byłych polskich żołnierzach, którzy próbują się odnaleźć w naszej rzeczywistości po powrocie z Afganistanu. I napadają na bank. Taki amerykański syndrom Wietnamu po polskiemu.
Narysowałem szybko dwie pierwsze strony, ale gdy dostałem całość scenariusza poróżniliśmy się w kwestii szczegółów i projekt utknął na mieliźnie.
Niemniej strony zostały. Jedna nawet w technikolorze.



koniec wakacji

Powstawaniu tego komiksu towarzyszył niesamowity pośpiech i komedia pomyłek.
Powstał na komiksowy konkurs organizowany ostatnio corocznie przez wydawnictwo Print Partner. Chyba. Tu zaczyna się właściwa komedia, gdyż w 2007 roku z powodu jakiegoś dziwnego manewru zorganizowane zostały dwa konkursy. Jeden, jak dawniej, przez wydawnictwo Print Partner, a drugi przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Konkursy miały identyczną tematykę i niemal taki sam termin składania prac, bo odstęp był zaledwie dwudniowy. Różniły się za to znacznie w treści regulaminu, czyli wymogach formalnych dotyczących prac, szczególnie ilości stron i możłiwości użycia koloru.
Na domiar złego do ostatniej chwili nie zorientowaliśmy się z Michałem, że są dwa konkursy i regulamin wzięliśmy z jednego, a termin przysyłania prac i adres z drugiego. W ten sposób komiks musiał zostać nagle skrócony do ośmiu stron. W dodatku lepiej wyglądałby w kolorze, co akurat było dopuszczalne na konkursie, w którym wystartował, ale dla mnie było już za późno, żeby to zmienić.
Mimo wszystko na konkursie Muzeum Powstania Warszawskiego zajął zaszczytne 2gie miejsce. W dodatku podobno po ostrej walce ze zwycięzcą, którym był komiks Tymka Jezierskiego "Ostatni koncert".
Zamieszczam tu na szybko pokolorowaną wersję pierwszej strony.
Zapowiadana publikacja pokonkursowej antologii nie doszła do skutku, a jedyna recenzja wydarzenia znalazła się w Esensji.

Na koniec zdjęcie, które przysłała mi bardzo miła pani z Muzeum PW. Rozbraja mnie ono, ilekroć na nie patrzę.
Gdy byłem małym brzdącem i czytałem "Tytusa, Romka i A'tomka" do głowy mi nie przyszło, że Papcio Chmiel będzie kiedyś czytał mój komiks.

mistrz

"Mistrz" to komiks, który powstał zimą 2007 roku do krótkiego scenariusza Michała Lebiody.
Na koniec coś w rodzaju strony tytułowej. Bardziej dla symetrii, niż z jakiegokolwiek innego powodu.

pustka w niebie

Nadszedł czas by spróbować tą pustkę czymś wypełnić.
Wbrew pozorom nazwa bloga to nie jakieś sentymentalno-satanistyczne trele-morele, a tytuł komiksu stworzonego przeze mnie i Michała Lebiodę z okazji XVII Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi, w 2006 roku. Nagrodzonego tam zresztą 2-gą nagrodą w kategorii debiutantów, czy innych amatorów.
Do tej pory komiks zdołał się ukazać w Magazynie Fantastycznym nr 1(10)2007
i w okolicach kwietnia ukaże się w Anglii, w ramach jakiejś dziwnej antologii o wiele mówiącej nazwie "WAR", z inicjatywy Paper Tiger Comics. Podobno wymowa antologii jako całości ma być antywojenna, a ewentualny zysk (czy jego część) ma iść na walkę z handlem bronią, albo inny zbożny cel. Cóż, powodzenia.

Niewiele więcej mogę o tym komiksie napisać. Do dziś jestem z nigo raczej zadowolony, bo nadal wydaje mi się, że wszystko w nim ze sobą koresponduje i współgra.
No i postanowiłem go umieścić tutaj. Do ewentualnego obejrzenia przez przypadkowego przechodnia. Smacznego, mam nad
zieję.